◄Lucy's POV ►
Przez całą noc nie mogłam zasnąć... Nie wierzyłam,że będę kiedyś mieszkać z One Direction. W ich domu dało się wyczuć ciepło spowodowane ich wielką przyjaźnią. Jeszcze nigdy nie widziałam takich przyjaciół, gdyby była taka potrzeba skoczyliby za sobą w ogień. Nie wiedziałam dlaczego chcieli abyśmy tu mieszkały. Było to dla mnie nowe odczucie, a może zapomniane. Czułam, że im na mnie zależy. Ostatnio czułam się tak przy Justinie. Możecie sobie pomyśleć jakim cudem czułam się przy nim dobrze. Na początku było idealnie później wszystko się spierdoliło. Poczułam, że muszę coś zagrać. Widziałam w salonie fortepian. I oto takim sposobem stałam przed jakże pięknym instrumentem. Kochałam jego dźwięk. Moje palce powoli muskały kolejne klawisze.
Od razu rozpoznałam tą melodię, kiedy byłam na skraju wykończenia. Caroline zawsze mi ją śpiewała nie obróciłam się a słowa same płynęły mi z ust.
*Skies are crying
I am watching
Catching teardrops in my hands
Only silence as it's ending,
Like we never had a chance
Do you have to, make me feel like
There's nothing left of me?
You can take everything I have
You can break everything I am
Like I'm made of glass
Like I'm made of paper
Go on and try to tear me down
I will be rising from the ground
Like a skyscraper!
Like a skyscraper!
I am watching
Catching teardrops in my hands
Only silence as it's ending,
Like we never had a chance
Do you have to, make me feel like
There's nothing left of me?
You can take everything I have
You can break everything I am
Like I'm made of glass
Like I'm made of paper
Go on and try to tear me down
I will be rising from the ground
Like a skyscraper!
Like a skyscraper!
Już miałam zaczynać kolejne linijki tekstu, kiedy poczułam że ktoś koło mnie siada. Był to Harry, chłopak do którego miałam tak wiele pytań. Teraz siedział obok mnie i wlepiał we mnie te jego hipnotyzujące zielone tęczówki. Widziałam w nich strach, zakłopotanie i szczęście.
-Mam coś na twarzy?- spytał i zaśmiał się.
-Nie, po prostu zamyśliłam się. Przepraszam- czułam jak na moje poliki wlewa się purpura. Twarz zakryłam włosami, a on ponownie się zaśmiał. Jego śmiech nie był denerwujący, tylko taki przyjemny. Nie wiem ile siedzieliśmy w ciszy, ale ona nie przeszkadzała przynajmniej mi. Lecz tą ciszę przerwał Harry.
-Bardzo ładnie śpiewasz.- i znowu czułam jak na moje poliki wkrada się purpura. Jak on to robił, że tak łatwo mnie zawstydzał. Nie wiedział co powiedzieć nikt nigdy mi nie powiedział, że mam ładny głos.
-Dziękuje-wypłynęło mi z ust zanim jeszcze o tym pomyślała. Widziałam w jego oczach zmieszanie. Chyba nie wiedział co powiedzieć, tym razem to ja przerwałam ciszę, może nie zupełnie. Wtuliłam się w idealny tors Harr'ego. Bałam się, że mnie odepchnie, ale on tylko wzmocnił swój uścisk. I wtedy popłakałam się ja małe dziecko, a on tylko mnie uspokajał. Cieszyłam się, że nie pytał się co się stało tylko był. Siedzieliśmy tak długo rozmawialiśmy o swoim dzieciństwie, miłości, porażkach, wygranych. Czułam się jakbyśmy znali się całe wieki.
-Luc. A czym zajmuje się ta Caroline?- bałam się tego pytania, ale stwierdziłam że powiem im prawdę.
-Carls pracuje na strzelnicy. Jest tam instruktorką.- widziałam, że go zatkało. Nie dziwię się. Pewnie spodziewał się odpowiedzi typu: sekretarka, nauczycielka, modelka itp.
-łał. - tylko tyle zdołał powiedzieć. Następnie pożegnaliśmy się i poszłam spać. była 3 nad ranem. Kurwa ile my tam siedzieliśmy. Z jednej strony byłam w kurzona z drugiej cieszyłam się, że tak miło spędziłam ten czas.
O 9 jadłam z chłopakami śniadanie zrobione przez naszego Harolda. Uwielbiałam go tak nazywać. Po śniadaniu pojechaliśmy wszyscy spakować rzeczy moje i Oli. Wcześniej poprosiłam Car, aby zabrała z stamtąd całą moją broń. Trochę nam to zajęło bo około 4 godzin. Bardzo się cieszyłam, że będę teraz miała przy sobie osoby, którym na mnie zależy. Po spakowaniu wszystkiego do dwóch vanów, pojechaliśmy do nich. Na podjeździe stało ferrari, oni nie wiedzieli o co chodzi. Kiedy drobna blondynka wyszła z samochodu a ja rzuciłam się jej na szyję. Mimo, że nie widziałyśmy się dzień bardzo mi jej brakowało.
-Hej, gdzie masz bagaże?- spytałam zaniepokojona i zdziwiona, że nie ma żadnych kartonów i walizek.
-Firma przeprowadzkowa mi to przywiezie.- dla niej te wszystkie luksusy były normą dla mnie nie.
-Może byś nas przedstawiła.-usłyszałam głos Zayna na moich plecach.-Tak, tak. Więc tak to jest Caroline, a to są Harry,Louis, Liam, Niall, Zayn i Ola moja przyjaciółka.- dziwnie się czułam mając Olę i Car pod jednym dachem. Po rytuale powitania zanieśliśmy wszystkie rzeczy do Lofciam ♥pokoi. Ja miałam na samym dole obok Harr'ego, Ola obok Nialla na piętrze a Car obok Liama obok Oli.
Do wieczora uporałyśmy się ze wszystkim. Ciągle coś mi nie pasowało w tym pokoju. Nagle mnie olśniło biurko było postawione koło ściany. Niektórym może by to nie przeszkadzało, ale mnie tak. Szybkim ruchem postawiłam je naprzeciwko okna i czułam się spełniona. Następnie poszłam do salonu i zauważyłam, że wszyscy siedzą i jedzą pizzę. Wkurzyło mnie to nawet mnie nie zawołali.
-Dlaczego mnie nie zawołaliście?- powiedziałam i usiadłam obrażone. Oni nie wiedzieli co zrobić, ale oczywiście nasz wszechmogący Hazza. Zaczął mnie łaskotać, wyrwałam mu się i zaczęliśmy biegać. Niestety w pewnym momencie potknęłam się a Harry biegnący tuż za mną nie zauważył tego i chwilę później oboje leżeliśmy na ziemi niebezpiecznie blisko siebie. Harry się uśmiechnął i ...
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Oto i mamy 4. Jak myślicie pocałują się?
Na samym początku życzę wam Szczęśliwego Nowego Roku i aby ten rok był lepszy od poprzedniego. Chcę jeszcze podziękować za ponad 100 wejść na tego bloga, jest to dla mnie bardzo motywujące. Ale szkoda, że nie piszecie komentarzy :(.
W wielu głowach może się pojawić pytania skąd Caroline ma tyle pieniędzy. Tego się dowiecie w swoim czasie.
Przepraszam za wszystkie błędy, nie chce mi się tego sprawdzać.
* Demi Lovato - Skyscraper
Lofciam♥

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz