Oczami Lucy:
Weszłam na strzelnice i wypowiedziałam jedno zdania,
a Caroline od razu mnie przytuliła
-On wrócił...
Ona coś do mnie mówiła a ja przed oczami miałam cały czas
obraz tego wisiorka.
- Skąd wiesz że wrócił?
- Wisiorek
Nie musiałam mówić nic więcej.
Retrospekcja:
-Nie mogę tego wziąć
- Justin proooszę. To prezent
Udało mi się go przekonać, mimo że się go bałam
to strasznie go kochałam. Dlaczego?
Nie wiem, lecz nie chciałam szukać na to pytanie odpowiedzi.
Koniec
To była nasza ostatnia normalna rozmowa. Mimowolnie na to wspomnienie po moim policzku popłynęła łza. Samotna tak jak ja.
Nie chciałam jej wycierać, bo ja nie wstydzę się okazywać uczuć w przeciwieństwie do NIEGO. Dlaczego to musi być takie trudne. Nie wiem ile czasu stałyśmy tak przytulone, bo odpłynęłam. Bardzo się cieszę, że mam Caroline, bez niej nie dałabym rady.
-Car?
-Tak?
-Ale obiecujesz, że nie powtórzy się to co ostatnio?
-Luc nie mogę Ci tego obiecać. Przecież wiesz, a teraz chodźmy postrzelać.
Nie myślałam o NIM słyszałam jak kula uderza o kartkę robiąc dziurę.
Uwielbiałam ten dźwięk, im więcej strzelałam tym większą miałam w tym wprawę. Można się zapytać po co? Żeby kiedyś strzelić kulę w ten parszywy łeb Justina.
Nienawidzę go za to co mi zrobił. Ale on powrócił i chce zemsty. Lecz nie wie, że to ja mu ją zszykuje. Na strzelnicy posiedziałam jeszcze z godzinę i pojechałam do chłopaków bo tam za pewne była Ola.
★Dom chłopaków★
Zapukałam, a drzwi mi otworzył nie kto inny jak sam Harold.
-Cześć mogę?
- Tak. Wszyscy się o ciebie martwiliśmy. Gdzie byłaś?
- U Caroline- po jego minie widziałam, że oczekuje więcej informacji- Koleżanki..
Nie dokończyłam bo rzuciła się na mnie Ola.
Zadawała mi mnóstwo pytań a ja na wszystkie odpowiadałam z zgodnie z kłamstwem. Oczywiście na niektóre odpowiedziałam z prawdą.
Nagle do Louisa ktoś zadzwonił. I w taki oto sposób Lou, Hazza, Zayn i Daddy wybyli.
Dziwnie się czułam z myślą, że zostałam z parą ludzi która chyba się w sobie zakochali.
Miłość. Ugh nie wierzyłam w miłość jest taka przereklamowana.
-Lucy idziemy?- z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos Oli.
-Możemy już iść.
-Nie, nigdzie nie idziecie
-Niall przecież mamy samochód.!
- Jest tu dużo wolnych pokoi możecie zostać. Prawda Luc?
-Tak. A wiesz że ja się boję jeździć po ciemku- to nieprawda, ale niech się chłopak cieszy.
- A tak w ogóle to gdzie oni poszli?- po minie Nialla można było stwierdzić, że to było złe pytanie. No ale trudno już je zadałam a czasu nie cofnę.
- Nie wiem. pewnie poszli na imprezę.- wiedziałam, że kłamie ale dzisiaj mu odpuszczę. Dzień dobroci dla blondynów.
- Może obejrzymy jakiś film?
Oglądaliśmy jakąś głupią komedię, nawet nie zauważył kiedy Niall i Ola zasnęli. Postanowiłam się przejść. Bardzo dobrze znałam te okolice. Ja taka skromna. Świeże powietrze dobrze mi zrobi, muszę przemyśleć kilka spraw. Przede wszystkim to czy powiedzieć Oli prawdę. Ale boję się, że jeśli powiem jej prawdę ona mnie znienawidzi. Nagle zobaczyłam Jusa opartego o ścianę jakiegoś budynku, nie był sam. Nagle przypomniałam sobie te loki. Harry. Miałam już wyciągnąć pistolet, który zawsze miałam przy sobie. Nie zdążyłam ktoś złapał mnie za ramiona. Chciała zacząć krzyczeć ale wtedy ten ktoś obrócił mnie w swoją stronę i okazał być to Zayn. Wlepiał we mnie te swoje hipnotyzujące brązowe tęczówki.
-Hej Zayn. Co tu robisz?-spytałam.
-Właśnie wracałem z imprezy i zauważyłem cię. Zgubiłem gdzieś Harrego i Liama i Louisa - jak pięknie potrafił kłamać. Wyczuję kłamstwo na kilometr. nieładnie Zayn nieładnie.
-A to wracamy. Zimno mi-był październik a ja nadal myślałam o lecie.
Szliśmy w ciszy, nie przeszkadzało. Pozwoliła mi ona postawić sobie wiele pytań, na które nie znałam odpowiedzi. Co Harry robił z Jusem? Dlaczego Zayn był taki zdenerwowany? Gdzie byli?
Nim się obejrzałam leżałam już w pokoju gościnnym w domu chłopaków. Zayn pożyczył mi swoją koszulce była ogromna. Przed zaśnięciem wyciągnęłam swój pamiętnik i opisałam co ostatnio się u mnie działo. Pomyślicie dziecinne. Może i tak ale piszę pamiętniki od 11 roku jeszcze mojego pięknego życia. Dzięki nim nie muszę wypłakiwać się koleżance.
Miałam go zawsze ze sobą. Dziwne? Ale taka już jestem. nagle usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Powiedziałam ciche ,,proszę" i ujrzałam u siebie pięciu przygłupów.
-Po co przyszliście?- stali już tak od pięciu minut i wpatrywali się w swoje stopy.
-Możechciałybyścieunaszamieszkać?- powiedział na jednym wydechu Liam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Pierwszy raz zabrakło mi języka w gębie. Wymieniając wszystkie za i przeciw. Zgodziłam się. Chłopcy wpadli wtedy w jakąś dziwną euforię skakali, krzyczeli, śmiali się. istny horror. Przynajmniej dla mnie.
Kiedy już się uspokoili poszli powiadomić Olę o tym, że się zgodziłam. A ja wpadłam na genialny pomysł.
-Harry czy mogłaby tu zamieszkać jeszcze jedna osoba, a mianowicie Caroline?-wyczekiwałam, najpierw widziała zakłopotanie a później wielki uśmiech, czyli zgodę. Zanim zdążył coś powiedzieć przytuliłam go, a on odwzajemnił uścisk. W końcu znalazłam przyjaciela, który tak samo jak ja skrywa swój sekret
&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&
Kolejny rozdział powinien pojawić się przed lub od razu po Nowym Roku. W zakładce postacie pojawił się Justin.
Caroline jeszcze tam nie ma, bo nie wiem co do niej napisać.
Ma już ponad 50 wyświetleń na blogu jupii.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Lofciam